Artykuły
Prawda i wolność w myśli ks. Józefa Tischnera Zbigniew Stawrowski
w: P. Mazurkiewicz, S. Sowiński red., Religia – tożsamość – Europa, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 2005, s. 125-132 opublikowany: 2005
Kiedy organizatorzy konferencji „Religia i liberalizm w III Rzeczypospolitej” poprosili mnie o przygotowanie wystąpienia pod tytułem „Prawda i wolność w myśli księdza Józefa Tischnera”, poczułem się zakłopotany. Z jednej strony, zbadanie relacji, jaka zachodzi między prawdą i wolnością – prawdą jako fundamentem religii oraz wolnością jako podstawą liberalizmu – to bez wątpienia sprawa kluczowa, tym bardziej, gdy chodzi o filozofa, którego idee głęboko wpłynęły na kształt intelektualnych debat w III Rzeczypospolitej. Z drugiej strony, owo zestawienie, a może przeciwstawienie słów: prawda i wolność, nie wydaje mi się najbardziej trafnym zestawem pojęć, aby właściwie ukazać specyfikę myśli ks. Tischnera. Zachowując zaproponowany tytuł referatu, muszę zacząć od tego, co w nim budzi moje wątpliwości. Budzi je słowo „prawda”. Nie sądzę, by słowo „prawda”, przede wszystkim wtedy, gdy używamy go w kontekście religijnym, było u Tischnera słowem centralnym. Co oczywiście nie znaczy, że należałoby go podejrzewać o skłonności relatywistyczne. Jeśli nawet „prawda” nie stanowiła najważniejszego przedmiotu jego refleksji, to wcale stąd nie wynika, że Tischner znalazł się po stronie „nieprawdy”.
Aby uspokoić tych, którzy nigdy nie wątpili w ortodoksję ks. Tischnera, a nawet byli gotowi bronić go przed spaleniem na stosie[1], rozpocznę od cytatu z artykułu „Drogami ludzkich spraw”, który powstał w 1979 na kanwie pierwszej encykliki Jana Pawła II „Redemptor hominis”, i w którym jasno sformułowane zostały wzajemne relacje między prawdą i wolnością: „Wolność – pisze Tischner – spełnia się wtedy, gdy kieruje się na zewnątrz samej siebie, ku jakiejś wartości, jakiemuś dobru, gdy je wybiera urzeczywistnia. (...) Pierwszym dobrem wolności jest prawda. Dopiero prawda wyzwala, dopiero ona pozwala na zachowanie właściwego dystansu wobec konieczności (...) Na początku jest wierność dla wartości prawdy. (...) Porządku tego odwracać nie wolno. Nie ma wolności w wyzwoleniu od wartości prawdy.”[2] Odnajdujemy tutaj jednoznaczne potwierdzenie kluczowego znaczenia prawdy w życiu człowieka. Trzeba jednak natychmiast dodać, że to jeszcze nie wszystko, lecz tylko jedna strona zagadnienia. Bowiem, z drugiej strony, owa wierność wobec prawdy oznacza wierność „przede wszystkim dla prawdy o ludzkiej wolności, o jej naturze, o warunkach spełnienia wolności. (...) Żadna prawda nie może stać się prawdą dla człowieka i prawdą człowieka, jeśli za taką nie uzna jej jego wolność. (...) Tak więc to, że ja wierzę w posiadaną przeze mnie prawdę, wcale nie upoważnia mnie do przekreślania cudzej wolności. Aby wolność spełniła się w akcie uznania prawdy, drugi musi sam być przekonany, że to, co mu podaję, jest prawdą. (...) Taki jest ludzki ethos. Taki jest też ethos Kościoła.(...) Im więcej jest między nami prawdy, tym więcej jest między nami wolności.” [3]
Powyższe zdania precyzyjnie wyrażają stanowisko ks. Józefa Tischnera, jako filozofa, ale również – o czym jest on w pełni przekonany i co wprost pisze – stanowisko Jana Pawła II i Kościoła Katolickiego. Mówiąc o relacji prawdy i wolności musimy uwzględnić i połączyć ze sobą, to znaczy zsyntetyzować, obie perspektywy: obiektywną i subiektywną. Obiektywnie rzecz biorąc prawda jest czymś podstawowym, ale właśnie obiektywną prawdę o człowieku stanowi to, że jest on podmiotem. Jest obiektywną prawdą, że jego perspektywa zawsze pozostaje subiektywna, a więc że każda najbardziej nawet obiektywna prawda, aby stać się prawdą konkretnego człowieka – prawdą dla niego, musi zostać przyjęta i uznana przez niego samego i jego wolność, musi zostać w sposób wolny zaakceptowana. Tak więc nie tylko perspektywa obiektywnej prawdy jest istotna. Jeśli zapomnimy o perspektywie subiektywnej, o perspektywie, jaką do dyskursu o prawdzie wnosi sytuacja konkretnej ludzkiej, a zatem wolnej jednostki, to może nagle okazać się, że zajmujemy się abstraktami a nie żywą prawdą. Tym bardziej warto podkreślić, że Tischner przedstawia swoje refleksje na marginesie encykliki, w której możemy przeczytać, iż to „człowiek (...) jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła.”
Jednym słowem, na prawdę, aby była żywą prawdą, należy spojrzeć oczyma człowieka, oczyma jednostki. Co wówczas zobaczymy? Otóż to, że istnieją różne prawdy, albo też – żeby nie brzmiało to aż tak relatywistycznie – prawdy, przed którymi staje człowiek, mają dla niego rozmaitą wartość. Są takie, które po prostu stwierdzamy, a więc prawdy matematyki, fizyki, prawdy o faktach. Są one w pewnym sensie neutralne. Jeżeli jednak znajdujemy się w sytuacji zagrożenia, kiedy osacza nas jakieś zło, to wtedy potrzebujemy innej prawdy – prawdy, która ratuje i ocala. Takiej prawdzie na imię dobro. Perspektywa dobra hierarchizuje prawdy, wskazuje na te z nich, które tu i teraz są najważniejsze. Gdy np. ktoś pogrążony w rozpaczy szykuje się do samobójstwa, będzie mu obojętne, czy 2+2 równa się 4, i czy Bóg jest czystym aktem istnienia. Natomiast, kiedy usłyszy, że nie jest sam, że obok niego znajduje się ktoś, kto go kocha, słowa te nie będą dla niego jedynie stwierdzeniem faktu, a więc jedną z wielu obiektywnych prawd, lecz wyzwalającym z rozpaczy dobrem.
I to jest właśnie perspektywa, w której poruszała się myśl ks. Józefa Tischnera, na tym polegała jego agatologia – myślenie w horyzoncie dobra. Nie interesowały go zbytnio prawdy dotyczące świata jako sceny naszego życia, lecz prawda o dramacie dobra i zła, który toczy się między osobami i dotyczy relacji człowieka wobec człowieka oraz człowieka wobec Boga – prawda o dramacie, który rozgrywa się w przestrzeni wyznaczonej możliwością dobra i możliwością zła, czy też mówiąc radykalnie: między zbawieniem a potępieniem. Ujmując to nieco inaczej, perspektywa refleksji Józefa Tischnera nie jest ani teoretyczna ani ontologiczna, lecz praktyczna i etyczna. Dlatego podstawowym jej pojęciem nie jest Prawda, lecz Dobro. Dotyczy to zarówno jego filozofii, jak i jego rozumienia religii. „Prawda wiary – pisał – nie jest po to, by zaspokajać teoretyczną ciekawość, lecz po to, by być „pokarmem” na drodze zbawienia.”[4]
[1] W styczniu 1993 r dziennik „Kurier Polski” powołując się na dobrze poinformowane koła, podał, że ks. prof. Józef Tischner stawi się w watykańskiej Kongregacji ds. Doktryny Wiary, która ma skontrolować, czy głoszone przez niego poglądy są zgodne z doktryną Kościoła. Wedle „Kuriera” ks. Tischner naraził się Watykanowi zbyt liberalnymi poglądami, które publicznie wygłaszał. Następnego dnia „Trybuna” zamieściła w tej sprawie komentarz biskupa Tadeusza Pieronka: „Przewiduję bardzo niekorzystny dla księdza Tischnera rozwój wypadków. Zostanie osądzony przez sąd kapturowy i spalony na placu del Fiori w Rzymie obok pomnika Giordana Bruna. Potrzebna jest tylko smoła i siarka z Polski”. Biskup zastrzegł się, że mówi to odpowiedzialnie, a jego oświadczenie jest takie, jak informacja. (por. Ks. Tischner na stos? Gazeta Wyborcza 29. 01.1993, s. 3)
[4] J. Tischner, Ksiądz na manowcach. Wyd. Znak, Kraków 1999, s. 38,
W rozmowie z J. Żakowskim Tischner tak oto wyraża różnicę między postawą poznawczą (postawą naukowa, także filozoficzną w zwykłym sensie tego słowa), która polega na prawdziwym (zgodnym z rzeczywistością) opisie przedmiotu a postawą praktyczną (właściwą dla filozofii uprawianej na wzór Sokratesa, postawą, którą można nazwać również postawą duszpasterską): „Twoją troską jest, by odpowiednie dać rzeczy słowo, żeby trafić w rzecz. (...) [A moją] Żeby trafić w Ciebie! Żeby się porozumieć (...) W języku religii mowa z kimś jest bardziej fundamentalna niż mowa o czymś. (J. Tischner, J. Żakowski, „Tischner czyta Katechizm” Wyd. Znak, Kraków 1999, s. 49). „Mowa z kimś”, czyli etyczny związek odpowiedzialności za drugiego, który wprowadza nas w horyzont dobra zagrożonego przez możliwość zła, jest dla Tischnera bardziej podstawowy i ważniejszy niż prawda – „mowa o czymś”. Innymi słowy, nie jest bez znaczenia, w jaki sposób prawda zostaje odniesiona do konkretnej sytuacji konkretnego człowieka. Ta sama obiektywna prawda skierowana do drugiego może bowiem zostać mu przekazana i dotrzeć do niego jako dobra, albo jako zła nowina.
1 2 3 4
|