wyszukiwanie w Archiwum
Fot. Krzysztof Gierałtowski





 
 
Artykuły

Prawda i wolność w myśli ks. Józefa Tischnera


Z tej właśnie dynamicznej perspektywy krytykuje Tischner oświeceniowe wersje liberalizmu, które przyjmowały, że człowiek rodzi się po prostu wolny i jest z natury wolny. Przy okazji przedstawia stanowisko, z którym sam się identyfikuje i które nazywa chrześcijańskim liberalizmem: „Współczesny renesans idei wolności w chrześcijaństwie nie jest niczym innym, jak pojawieniem się nowej wersji liberalizmu – liberalizmu chrześcijańskiego. (...) Gdy mówimy o liberalizmie, mamy na oku epokę Oświecenia. Wtedy właśnie Europa zachłysnęła się odkryciem: „wszyscy ludzie rodzą się wolni” (...) Najwięksi myśliciele chrześcijaństwa mieli na ten temat nieco inne zdanie. Uczyli, że ludzie rodzą się jako niewolnicy i dopiero potem z mozołem muszą zdobywać wolność. (...) Człowiek jest wszechstronnie zależny – dziecko od rodziców, dorosły od zdrowia, pogody, przełożonego (...) wszyscy jako ludzie są zniewoleni przez grzech. (...) Człowiek, który przychodzi na świat nie wie, co to jest wolność. Ale może się dowiedzieć, gdy odkryje obok siebie wolność wcieloną w bliźniego. Dla chrześcijan obrazem wolności jest Chrystus. Przykład Chrystusa wyzwala, bo sam Chrystus jest żywą wolnością. Istnieje jeszcze jeden punkt, w którym liberalizm chrześcijański różni się od oświeceniowego: wolność chrześcijańska jest żywym konkretem, podczas gdy wolność oświeceniowa najczęściej pustą ogólnością. (...) Żywe doświadczenie wolności obecne w duszach ludzi, którzy są niewolnikami grzechu, nie jest doświadczeniem wolności czystej lub wolności absolutnej, lecz doświadczeniem stopniowego wyzwalania. (...) Wolność jest łaską zdrowia, męstwa, nadziei. Ilekroć człowiek otrzymuje od Boga dar łaski, zawsze otrzymuje jakąś cząstkę wolności. Wolność to jakby łaska wszystkich łask. Tak więc chrześcijańskie ujecie wolności w dwóch przynajmniej punktach różni się od ujęcia liberalizmu oświeceniowego: początkiem pracy nad wolnością jest niewola grzechu i autentycznym przeżyciem wolności jest przeżycie wyzwolenia, a nie wolności czystej, wolności absolutnej.[9]

W ten sposób doszliśmy do Tischnerowskiego liberalizmu – liberalizmu chrześcijańskiego. Tischner nie tylko otwarcie przyznawał się do tego, że jest liberałem, nie tylko wzywał do głosowania na partię liberałów, ale nawet – żartobliwie – Pana Boga zaliczył w poczet liberałów. Książka „Między Panem a Plebanem” kończy się następującymi słowami: „Jego wielkość i wspaniałomyślność właśnie na tym polega, że jest liberalny. Widzicie, że Pan Bóg jest liberałem? To On sprawia, że „słońce świeci nad dobrymi i złymi”![10] Nie ma w takim stwierdzeniu niczego złego, ani gorszącego, bo przecież wszyscy „powołani zostaliśmy do wolności”! Co nie oznacza, że z pojęciem wolności i pojęciem liberalizmu nie wiążą się żadne problemy i posługując się nimi powinniśmy zachować daleko idącą ostrożność.

Przede wszystkim liberalizm – pozostawiając nawet na boku całą wieloznaczność tego pojęcia – jest prądem ideowym, którego zasadniczym obszarem działania jest oparty na wolności porządek polityczny. Świat polityki, niezależnie od tego, co na ten temat myślą sami politycy, z pewnością nie stanowi domeny najwyższych wartości, lecz jedynie takich, które poddają się logice przymusu. Natomiast właściwym obszarem refleksji ks. Tischnera była – jak widzieliśmy – sfera, gdzie rządzi logika najwyższego Dobra i najgłębszej wolności. Właśnie dlatego jako pole swojej najważniejszej troski widział Tischner wspólnotę[11] skierowaną na najwyższe Dobro, czyli po prostu Kościół, ale rozumiany bardzo szeroko – Kościół otwarty na wszystkich ludzi dobrej woli.

Deklarując się jako chrześcijański liberał troszczył się Tischner przede wszystkim o wolność Kościoła i wolność w Kościele. Zainteresowanie sferą polityki było wtórne. Nie interesowała go polityka jako taka, lecz o tyle tylko, o ile wywierała ona wpływ na wspólnotę Kościoła.[12] Przestrzegał, by Kościół nie poddał się logice myślenia politycznego, ukazywał niebezpieczeństwo upolitycznienia religii, manipulowania wartościami religijnymi dla celów politycznych, co zamiast budować wspólnotę ludzi dobrej woli – wspólnotę wolnych ludzi poszukujących i realizujących dobro – wprowadza tylko partyjność i podziały. Najpoważniejszym zarzutem, jaki stawiał Tischner upolitycznionym katolikom, było to, że prezentują Ewangelię nie jako Dobrą, lecz jako złą nowinę. „Upolitycznienie chrześcijaństwa – pisał – oznacza dopuszczenie przemocy do dzieła ewangelizacji, oznacza pierwszeństwo interesu politycznego przed troską duszpasterską. (...) Czy można głosić Ewangelią językiem polityki? Czy można używać Ewangelii jako środka walki politycznej?”[13] W innym miejscu czytamy: „Polityka jest dziś prawdziwym nieszczęściem naszego polskiego katolicyzmu. (...) Czasopisma katolickie są to w gruncie rzeczy czasopisma partyjne z większym lub mniejszym dodatkiem religijnym. I to właśnie w nich daje się obserwować „zarodek” religii politycznej (...) Polega to na tym, że w celu „lepszego” opisania swego przeciwnika politycznego polityk sięga po pomoc do treści religijnych. I tak przenosi w głąb religii swój konflikt polityczny – swój wyścig po władzę.”[14] Wszystko to rzutuje na język ewangelizacji, który przestaje być językiem Dobrej Nowiny, apelem do najgłębszej wolności i staje się językiem instrukcji: „Wygląda czasem na to, że podstawową formą języka religijnego jest imperatyw. Język ten, jak język polityki, chce kształtować zachowania, ale nie jest w stanie zapładniać przekonań. W ścisłym związku z imperatywem pozostaje podział świata na „wrogów” i „sojuszników”. U wielu duszpasterzy myślenie bez wroga jest myśleniem ponad siły. Zdolność tropienia wrogów rozwinęli do perfekcji. Ich mowa stała się mową nieustannych donosów: składają oto „donosy” samemu niebu na świat, który Pan nieba stworzył.” [15]


[9] J. Tischner, Wolność – łaska wszystkich łask. O liberalizmie chrześcijańskim, w: Nieszczęsny dar wolności, Znak Kraków 1993, s. 10-12, O szczególnym, wyzwalającym działaniu łaski pisze Tischner następująco.: „Łaska nie do końca jest jawna (...) jest gdzieś poza sferą jasnej świadomości. Można w nią tylko uwierzyć. Łaska po grecku „charis”, a po łacinie „gratia”, co najczęściej tłumaczy się jako „wdzięk”. Pojęcie wdzięku bierze się z estetyki. Tak działa na nas piękno. Łaska, przyciąga, obiecując coś więcej – unosi ku górze.” (J. Tischner, J. Żakowski, Tischner czyta Katechizm, wyd. cyt., s. 125)

[10] A. Michnik, J. Tischner, J. Żakowski, Między Panem a Plebanem, Znak Kraków 1995, s. 675

[11] „Wspólnota to wolność, poprzez którą przychodzi na świat dobro wspólne.” (J. Tischner, Polski Młyn, wyd. cyt., s. 264)

[12] „Zawsze mniej mnie interesowały polityczne wojny na górze, a bardziej to, co rodziło się w katolicyzmie od dołu.’ (A. Michnik, J. Tischner, J. Żakowski, Między panem a plebanem, wyd. cyt. s. 671)

[13] J. Tischner, Nieszczęsny dar wolności, wyd. cyt., s. 176

[14] J. Tischner, Nieszczęsny dar wolności, wyd. cyt., s. 191-3

[15] J. Tischner, Tamże, s. 193



1 2 3 4 
 

Aktualności | Instytut | Archiwum | Bibliografia | Artykuły | Książki | Biuletyn | Kontakt | Thinking in Values | Mapa serwisu

Created by DoubleDot