Fundacja IMJT Fundacja IMJT
wersja językowa: Fundacja IMJT Fundacja IMJT 
Strona główna  »  Zbyszek Dymarski  »  Zbyszek Dymarski "Tischnerowska koncepcja kuszenia"

Zbyszek Dymarski "Tischnerowska koncepcja kuszenia"

1. O budowaniu się człowieka
Nie można mówić o kuszeniu abstrakcyjnie, w oderwaniu od człowieka i spotykających go różnorakich sytuacji życiowych. Dlatego moje wystąpienie zacznę od opisania człowieka – tak jak go widział Tischner – a dopiero potem zajmę się szczegółową analizą kuszenia.
Kim zatem jest człowiek?
Poglądy Tischnera na temat człowieka ulegały ewolucji. Na początku swej filozoficznej drogi za centrum człowieka uważał on ja transcendentalne. W późniejszym okresie, to jest od końca lat sześćdziesiątych, to co istotne w człowieku zaczął utożsamiać z ja aksjologicznym. Najciekawsza jednak i najbardziej dojrzała jest koncepcja opisana w Sporze o istnienie człowieka.[1] W pracy tej Tischner wiąże rdzeń człowieka z dobrem. Już samo opisanie dobra jest niełatwe. Nie można wszak powiedzieć o nim, że jest – ono wszak dzieje się, jest związane z ruchem, zmianą, jakąś dynamiką.
By wyjaśnić to, jak Tischner łączy sprawę dobra z tym co najważniejsze w człowieku, należy zauważyć, iż rodzaj ludzkiej aktywności i sposób zaangażowania w świat ma wpływ na to kim człowiek jest w swej istocie. Człowiek żyjąc i działając coś czyni, coś w świecie zmienia. To co się wydarza przynosi jakąś wartość. Ludzki czyn zmienia coś w świecie, ale też zmienia coś w człowieku (tym, który jest jego autorem). Tischner mówi tu o podwójnym aspekcie czynu (mówi też o jego dwóch promieniach) – zewnętrznym i wewnętrznym. By to właściwie zrozumieć należy odwołać się do pojęcia wartości. Wartość, powstała w wyniku jakiegoś wydarzenia, „wchodzi” nie tylko w świat, ale i w człowieka – buduje jego dobro. To dobro tworzy właśnie jego agatologiczną przestrzeń świadomości. Można nawet powiedzieć, że im „bogatsze” w zrealizowane wartości jest wnętrze człowieka, tym silniejsza jest jego nadzieja. Z tym większą mocą wychodzi on w świat i tym trudniej sprowadzić go na złą drogę.
Najważniejsze wydarzenia, zdaniem Tischnera, wiążą się ze spotkaniem z człowiekiem. Ten kogo się spotyka jest zawsze w jakiejś biedzie. Tą „trudną” sytuację drugiego symbolizują określenia jakich na ich opisanie używa filozof – sierota, wdowa, obcokrajowiec.
Pytający prosząc – podsuwa pytanemu wartość do realizacji. Ujawnia tym samym jakąś „białą plamę” aksjologiczną, którą może on zlikwidować realizując wartość. Dostrzeżenie i realizacja prośby pozwala mu rozpoznać siebie i siebie budować[2]. Wiedza i kompetencja jaką zapytany dysponuje nie zawsze może być wystarczająca. Ale najważniejszy jest sam akt odpowiedzi. I dlatego można powiedzieć, że wzbogaca ona również, a może nawet bardziej, tego kto odpowiada, niż tego kto pyta. Gdy niesie on pomoc innemu, niesie ją również sobie. Ocala siebie. Sądzę, że w ten sposób należy rozumieć myśl Tischnera zawartą w słowach: „pytający jest moim mistrzem. Nie tylko dlatego, że w pytaniu zwrócił mi uwagę na jakąś prawdę w świecie, ale przede wszystkim dlatego, że podsunął mi wartość, wokół której mogę skupić siebie i mogę siebie ustanowić.”[3] Pomagając drugiemu znaleźć nocleg, pojąc gdy jest spragniony, odwiedzając gdy jest chory, służąc radą gdy jest zagubiony – człowiek czyni dobro. Można powiedzieć, że staje się dobro-czyńcą. Autor Filozofii dramatu jest świadom, iż dobro można czynić na wiele sposobów, na przykład naprawiając dom, obsiewając pole zbożem albo też pomagając napalić w piecu kaflowym w chłodny jesienny poranek. Jednak według Tischnera najważniejsze jest to dobro, które wydarza się między człowiekiem a człowiekiem. Wszystkie inne rodzaje dobra są od niego pochodne. Przecież naprawia się dom temu, komu on się zawalił. Obsiewa się pole, by nakarmić głodnego. Pali się w piecu, by ktoś mógł się ogrzać… Paradoks, a właściwie niezwykłość, dobra polega na tym, że czyniąc dobro człowiek sam dobrem zostaje obdarowany. Bo to dobro, którym obdarzył innego, w pewien sposób do niego wraca. Tischner mówi, że uczynione dobro dobro-czyńcę ubogaca, staje się jego dobrem.
Spotkanie przebiega dwuetapowo, choć nie zawsze przejście między nimi jest wyraźne. W pierwszym, człowiek dostrzega biedę drugiego. Zauważa, że jest coś, czego być nie powinno. W drugim etapie, szuka środków zaradczych – jak pomóc, jak wyrwać drugiego z jego tragiczności. Aby poznać o co drugiemu chodzi należy wejść z nim w dialog. Zniszczenie lub odrzucenie go zaraz na początku spotkania nie doprowadzi do zrozumienia. Z bólu spotkanego, a w konsekwencji i tego, który spotyka, rodzi się myślenie. W pierwszej kolejności ustala ono, jaki rodzaj tragedii zagraża drugiemu i następnie projektuje działania, które pozwoliłyby wyjść mu z opresji. Myślenie, według Tischnera, odsłania możliwości. „Dzięki niemu rzeczy, fakty, wydarzenia poczynają istnieć w horyzoncie innych rzeczy możliwych, innych możliwych faktów, innych możliwych wydarzeń – uzyskują agatologiczne, aksjologiczne i ontologiczne tło.”[4] Myślenie uczestniczy w sprawie drugiego. Dlatego można rzec, iż spotkanie daje do myślenia. „Myślenie nie jest prostym odbijaniem stanu rzeczy. Właściwym motywem myślenia, który budzi myślenie ze snu, jest ‘splot właściwości’ charakteryzujących tragiczność ludzką.”[5]
Ze spotkaniem łączy się nierozerwalnie sprawa odpowiedzialności. Odpowiedzialność dla Tischnera jest świadomością, że poproszeni są zobowiązani – że powinni – prośbę spełnić. „Inny człowiek jest obecny przy mnie poprzez to, co trzeba, abym dla niego uczynił; i ja jestem przy nim obecny poprzez to, co trzeba, aby on uczynił dla mnie. Więź, która między nami powstaje, jest więzią zobo-wiązania.”[6] Ta powinność – to „polskie trzeba”[7]. Odpowiedzialnością, według filozofa, w najbardziej podstawowym sensie jest odpowiedzialność człowieka wobec człowieka i za człowieka. Jeśli w jej zakres wchodzą rzeczy, to tylko w tym zakresie, w jakim należą one do świata ludzi.
Odpowiedzialność jest nie tylko odpowiedzialnością „wobec kogoś”, lecz również odpowiedzialnością „za coś”. W sprawie człowieka bardzo ważne jest ciało. Tischner mówi, że cielesność towarzyszy człowiekowi i jest nieredukowalnym składnikiem egzystencji. Jest dla człowieka wyzwaniem i zadaniem. Ciało jest „umiejscowieniem” życia. Człowiek musi najpierw zaakceptować własne ciało, by móc się nim posługiwać i by kiedyś je porzucić. Nadzieja człowieka – chrześcijanina, inaczej niż u człowieka Platona czy też u jestestwa Heideggera, mieszka w ciele. Ciało jest miejscem narodzin człowieka – osoby. Dopiero w świetle tych spostrzeżeń zrozumiałe staje się następujące stwierdzenie Józefa Tischnera: „Świadomość odpowiedzialności wyłania się z głębi osoby i ogarnia jej całość. Można powiedzieć: osoba to całość jej odpowiedzialności.”[8]
Dla Tischnera: „Spotkanie jest źródłem prawdy w bardziej podstawowym wymiarze niż wymiar stosunku człowieka do rzeczy. Stosunek do rzeczy jest zapośredniczony przez dialog z drugim człowiekiem.”[9] Czym w takim razie jest prawda? Z natury prawdy wynika, że jeśli coś jest prawdziwe, to jest takie nie tylko dla mnie, ale i dla innych. Zatem u samych korzeni prawdy znajduje się dialog. Podstawowym problemem jest więc zagadnienie prawdy spotkania. A spotkanie odbywa się nie w świecie teorii, lecz bezpośredniego i żywego kontaktu. Ten drugi może pokazać prawdziwą twarz, ale może też dążyć do tego, by spotykany przez niego człowiek jego maskę wziął za prawdziwe oblicze. Według Józefa Tischnera w spotkaniu z drugim człowiekiem doświadczamy źródłowo prawdy i nieprawdy, dobra i zła.
 
2. Owoce wzajemności
Spotkanie ustanawia jakby nowy świat, to jest hierarchię spraw ważnych i nieważnych, istotnych i błahych. Ta hierarchia zobowiązuje do jej respektowania i do działania w zgodzie z nią. „Do-świadczanie innego nie może już być traktowane jako jedno z wielu doświadczeń tego, co znajduje się poza człowiekiem, ale jako doświadczenie kluczowe, od którego zależy sens świata.”[10]  To wzajemne współbycie nadaje sens światu, podobnie jak światło nadaje sens obrazowi. Sens konstytuowany w spotkaniu jest tym, co pozwala rzeczy nazywać i rozumieć.[11] Tak więc spotkanie jest również źródłem prawdy w najbardziej podstawowym sensie. Najpierw jest dialog, a dopiero potem prawda jako właściwość sądu. Tischner uważa, że relacja dialogiczna leży u podstawy wszelkiego obiektywizmu. 
Jeśli spotykający odkrywają siebie jako prawdziwych w tym co robią i mówią, wówczas rodzi się wiarygodność. Można powiedzieć, że spotkanie jakoś ich ze sobą łączy i wzajemnie od siebie uzależnia. Ludzie powierzają się sobie nawzajem. Z wzajemności rodzi się wierność[12], ci co się spotkali zaczynają jechać na wspólnym wozie – komentuje to Tischner.
Narodziny wzajemności powodują, że w człowieku rośnie nadzieja. Charakter relacji międzyludzkich wpływa na stosunek człowieka do ziemi. Ziemia jest dla ludzi, ale to nie znaczy, iż można robić na niej i z nią wszystko. Człowiek jest na niej gospodarzem, to znaczy tym, który przekształcając ją, szanuje jej naturę. Gospodarowanie jest według Tischnera szczególnym stosunkiem człowieka do ziemi, charakteryzuje się odpowiedzialnością a nie swawolą. „Więź z najbliższymi idzie przed więzią z ziemią. (...) ustalenie się nowych relacji międzyludzkich doprowadza do odkrycia natury ziemi.”[13] Owocem takiego sposobu bycia i rozumienia świata jest powstanie ludzkiego ładu. Ten ludzki porządek świata wiąże filozof z czterema podstawowymi miejscami, są to: dom, warsztat pracy, świątynia i cmentarz.
Dom to obszar pierwotnej swojskości, tu jest się u siebie, to znaczy jest się w pełni wolnym. Z domu wszystko bierze swój początek. Wszystkie wyprawy opisuje się podając odległość od domu. Dom jest w pełni domem, gdy zamieszkuje go kobieta i mężczyzna. Owocem ich bycia razem jest dziecko. Dom jest przede wszystkim dla dziecka. Wraz z dzieckiem rośnie nadzieja. Z zadomowienia wynika przywiązanie, w człowieku narasta poczucie, że nie jest się tu obcym – świat zaczyna jawić się jako obietnica.
Warsztat pracy – tu człowiek pokonuje opór tworzywa i porozumiewa z ludźmi. Pracując człowiek przetwarza, ku swojemu pożytkowi, to co daje ziemia – minerały i rośliny. Pracuje się z kimś i dla kogoś. Tu też rodzi się solidarność pracy.[14] Dzięki pracy człowiek się zakorzenia. Korzystając z owoców pracy – odkrywa obietnicę. Ma poczucie, że ona, właśnie tu i teraz się ziszcza. Rośnie w nim przekonanie, że nie jest tu intruzem lecz jest u siebie. Praca odznacza człowieka swoim piętnem. Człowiek staje się, czerpiąc z tych, dla których pracuje, ten, który leczy ludzi staje się lekarzem. Ten, który uczy uczniów staje się nauczycielem dzięki... uczniom.
Świątynia – to miejsce spotkań człowieka z Bogiem. Świątynia jest po to by wydobyć z człowieka jego dobro i otworzyć go na szerszy horyzont obietnicy. Obietnicy, która przekracza znany mu do tej pory świat. Na tej obietnicy winien człowiek budować swoją nową nadzieję.
Cmentarz z kolei, to miejsce spotkania z tymi, którzy byli na ziemi przed nami i dla nas ten świat zagospodarowywali. U grobu zmarłych człowiek uświadamia sobie to, że jest spadkobiercą, to znaczy że ma udział w godności tych, którzy byli przed nim. Ale też cmentarz głosi klęskę gospodarowania i fiasko przywiązania do ziemi. Ta ziemia, to ziemia odmowy, ona mówi, że to nie tu człowiek winien lokować swoje podstawowe nadzieje.
 
3. Postacie zła przychodzącego
Zło przychodzi do człowieka na wiele sposobów. Może się pojawić jako nieszczęście, jako groźba, pokusa lub jako zdrada.
Nieszczęście dotyka człowieka uderzając w świat – scenę ludzkiego dramatu. Przychodzi niespodziewanie. Objawia się jako zniszczona droga do domu, spalona stodoła, zalane powodzią pole… Nieszczęście może również uderzyć w ludzką cielesność. I wówczas objawia się na przykład jako niedowład ręki, wyniszczająca choroba lub niesprawność któregoś ze zmysłów. Dla Tischnera ten rodzaj zła nie jest złem w sensie ścisłym. Uważam jednak, że nie można go pomijać, bo może on mieć znaczny wpływ na wybory i sposób życia człowieka.
Groźba i pokusa, są według autora Filozofii dramatu, tymi formami, w jakich najpełniej przejawia się zło istotne. To zło, będące owocem wspólnych struktur dialogicznych, filozof nazywa zjawą. To, co zjawa ukazuje, nie jest przejawem ukrytej poza nią rzeczy, nie jest też czystą pustką. Zjawa odwołując się do czegoś co jest prawdą, ukazuje ją w nieprawdzie. Zjawa powstaje na skrzyżowaniu ułudy (czyli czegoś czego nie ma) i przejawu (czegoś co jest). Wyrasta na granicy czasu teraźniejszego i przyszłego. Tworzy wrażenie, jakby to od niej zależało, co będzie dalej. Jest w niej zawsze obecny moment jakiejś nieprawdy. Zjawa kłamie i nie kłamie zarazem, grozi i nęci, odbiera nadzieję, aby rozbudzić inną. „Realność zjawy nie jest realnością bytu, ani realnością braku w bycie.”[15] Ona jest czymś, co Tischner określa jako międzyrzeczywistość. Zjawy rodzą się na skrzyżowaniu różnych projektów bycia ludzi w świecie. Pasożytują na obszarze ludzkiej nadziei.
Filozof wychodząc poza klasyczne rozróżnienie stwierdza, że zło to nie brak, lecz coś co w pewien sposób jest, co zjawia się. I to jest przez człowieka, z winy człowieka. Zło dialogiczne może pojawić się tam, gdzie pojawia się drugi człowiek. Rodzi się w spotkaniu (oczywiście nie każdym) człowieka z człowiekiem. Złość zła ukazuje się w tym, co dzieje się między ludźmi.
Groźba przychodzi do człowieka z zewnątrz i stara się oddziaływać na wyobraźnię. Straszy, że obróci przeciwko człowiekowi tajemniczą moc, jaką dysponuje. Obszarem jej działania jest przestrzeń i czas. Groźba wprowadza w człowieku podział na strefę zewnętrzną (ta jest wystawiona na kontakt ze złem) i wewnętrzną (wewnętrznym ja, które przechowuje pamięć innego projektu życia, ale tłamszonego przez strach i wizję wszechmocy nadchodzącego zła). Groźba staje na przeszkodzie realizacji dotychczasowego projektu życia. Chce wymusić na człowieku uległość zanim jeszcze dojdzie do bezpośredniego starcia. Jej celem jest bowiem zniewolenie, to znaczy zapanowanie nad wolą człowieka.
Zdaniem autora Filozofii dramatu groźba może dotyczyć możliwości zabicia, możliwości zadania cierpienia oraz możliwości zniszczenia moralnego (pozbawienie godności i szacunku jakim człowiek cieszy się u innych ludzi).
Jeśli będziemy pamiętali, iż celem groźby jest ubezwłasnowolnienie woli i duchowe zniszczenie człowieka, to zauważymy, że do zestawieniu gróźb przedstawionego przez Tischnera należy również dodać takie formy groźby, jak: szantaż grożący pozbawieniem życia lub zdrowia bliskich człowiekowi osób oraz groźbę zniszczenia świata otoczenia.
Najgroźniejsza jednak jest pokusa…
 
4. Pokusa
Pokusa jest taka groźna, gdyż „operuje” na obszarze ludzkich zawierzeń.
Jej pełny opis wymaga, by sytuację człowieka w świecie odnieść do tego co – według Tischnera – najważniejsze, to jest do relacji dialogicznej między kuszonym a kusicielem, w której kuszony oczekuje dobra, a otrzymuje zło. Oczywiście na początku kuszony nie wie, że ten, z kim obcuje jest kusicielem. Kuszony daje się omamić, wierzy kusicielowi. Wierzy, że to do czego on go namawia (przekonuje) jest lub, może się stać, jego dobrem. Zło, by dopiąć swego musi ukazać się jako dobro, w tym celu skrywa się za maską. Przyjmuje więc cudze oblicze. Kusiciel obiecuje dobro, a podsuwa zło, kuszony mu ulega jako swemu dobru. Prawda wychodzi na jaw dopiero w końcowej fazie kuszenia. Mowa pokusy składa się z trzech etapów: schlebiania, oskarżenia oskarżycieli i sprawdzenia właśnie. 
W schlebianiu kusiciel wmawia kuszonemu, że jest godzien większego uznania i szacunku niż do tej pory mu okazywano. Sugeruje, że jest cenniejszy i że tylko on (kusiciel) potrafił się na nim poznać. Nie jest byle kim, lecz Kimś. Te słowa budują iluzję co do własnej wartości. Ale budzą też jakąś formę wzajemności.
W oskarżeniu oskarżycieli zło, które już spotkało kuszonego jest przedstawiane jako nieszczęście (takie, jakim jest na przykład powódź lub pożar), czyli jako coś, na co nikt nie ma wpływu, albo jako coś, co spowodowali inni, ale na pewno nie on (kusiciel). Kusiciel domaga się zawierzenia, poświadczając sobą prawdziwość swoich słów. Jako przykład takiego zachowania Tischner podaje Gloucestera z Ryszarda III Szekspira. Przedstawia się on lady Annie nie jako, zabójca jej męża, lecz jako, taki sam jak i ona, nieszczęśnik. Na dowód rzetelności swoich zapewnień gotów jest ponieść ofiarę z własnego życia.
W trzeciej fazie – sprawdzeniu, kuszony (przekonany perswazją i argumentami) zawierza kusicielowi lecz ten, zdaniem Tischnera, nie przyjmuje wyciągniętej ręki i zdradza. Wówczas zdradzony kuszony „odkrywa”, że świat oparty jest na bezsensie. A dobro jest tylko po to, by być pożywką dla zła. Według Tischnera na tym polega tragedia – wolność obraca się przeciwko dobru.   
Ale można też sobie wyobrazić trochę inny rozwój wydarzeń w fazie trzeciej. Chodzi mi o sytuację gdy kusiciel przyjmie zawierzenie i, choć przez jakiś czas, będzie solidarny z tym, kogo skusił. Wówczas skuszony, nieświadom fałszywości więzi, będzie w złu tkwił i będzie starał się realizować je w świecie. Tischner ma rację mówiąc, że nie ma solidarności w złu, ale tu ma miejsce nie solidarność lecz „interesowny sojusz” ze skuszonym. Myślę, że właśnie takie zawierzenie złemu, a nie banał i bezmyślność, jest korzeniem, opisanego przez Hannah Arendt, zła banalnego.[16] To trwanie kusiciela przy skuszonym utwierdza go w słuszności wyboru i daje rękojmię do działania w myśl sugestii złego.   
W pokusie „oferta” płynąca od złego człowieka: zło-czyńcy, przybiera znamiona prawdy i dobra. Kuszony nie chce zła – ulega i wybiera je, gdyż chce wierzyć, że jest to jego dobro. Dlatego poznanie prawdy jest nie tylko zadaniem teoretycznym, lecz czymś niezmiernie ważnym egzystencjalnie. Zapytajmy więc – jak nie dać się zwieść?
W tym kontekście możemy mówić o złudzeniach, kłamstwie i zwodzeniu.
Tischner uważa, iż złudzenia wnoszone przez zmysły można przezwyciężyć odwołując się do rozumu. „Jeśli w łonie rozumu pojawia się jakieś złudzenie, (...) rozum może się od złudzenia wyzwolić jedynie wtedy, gdy jeszcze radykalniej zapyta o prawdę.”[17]
Ale rozum może też być zagrożony przez kłamstwo i przesąd, które wnikają w człowieka poprzez to, co mówi drugi. Symbolem tego kłamcy jest dla Tischnera kartezjański złośliwy geniusz. Kłamstwo może więc ukazać się człowiekowi jako to co jasne i racjonalne. Oznacza to, że zdanie się na sam rozum, by uniknąć zła, nie starcza. Co pozostaje? Pozostaje wierność tym, którzy są wiarygodni. Pozostaje wierność tym, którzy swym życiem wykazali, że są wiary godni. A zatem dla człowieka bardzo ważne jest to komu się ufa, kogo czyni się powiernikiem swojej nadziei. Każdy od chwili urodzenia jest komuś wierny.[18] Mogą to być rodzice, przyjaciele z czasów młodości, nauczyciele... Natomiast jak rozpoznać kłamstwo życia – na to nie ma uniwersalnego sposobu. Dlatego pokusa jest taka niebezpieczna.
Skoro podstawowym punktem odniesienia jest drugi, to człowiek u początku dialogu może tylko wierzyć, że drugi jest wiarygodny. Pewność przyjdzie później. Według Tischnera nie ma innego układu odniesienia. Jego zdaniem nawet obiektywizm jest uwarunkowany dialogicznie[19]. Trzeba odwołać się do dobrych intencji drugiego, bo: „Niestety pewności tej mieć nie można. Wszystko rozgrywa się na płaszczyźnie zaufania”.[20]
A zatem przekreślenie wierności, sprzeniewierzenie się tym, którym się do tej pory ufało wydaje się być złem najbardziej fundamentalnym, bo pozbawiającym człowieka podstawowej osi orientacyjnej w przestrzeni dobra i zła. Dlatego właśnie za zło podstawowe uznaje Tischner zdradę.[21] Zdrada oznacza przerwanie więzi i odmówienie dobra temu, komu się do tej pory ufało i kto nam ufał. Ktoś zostaje zdradzony, komuś innemu się zawierza. Ale, zdaniem Tischnera, złoczyńca nie przyjmuje zawierzenia, lecz zdradza. To, co wydawało się obietnicą dobra, okazuje się zaproszeniem do zdrady. Ten, który uwierzył złemu i zdradził kogoś komu uprzednio ufał, sam zostaje zdradzony. Ta zdrada może ostatecznie zniszczyć nadzieję.
Zatem bycie tym, na którym wspiera się człowieczeństwo drugiego nakłada na człowieka olbrzymią odpowiedzialność. Bo to człowiek, a nie procedury logiczne, jest źródłem najbardziej podstawowej prawdy życia. Podstawowej, bo wyznaczającej charakter tego, co dla drugiego fundamentalne, a więc wewnętrznej przestrzeni świadomości.  Ale też trzeba pamiętać, że u Józefa Tischnera, ten w kim pokłada się nadzieję winien być „zainteresowany” własną postawą także w stosunku do drugiego. Odpowiedzialność jest warunkiem jego sobości. By być sobą, trzeba być dla drugiego. Filozof wyraża tę myśl w następujący sposób: „Ja autentyczne jest zawsze Ja odpowiedzialności.”[22] Dlatego Tischner uważa, że fundamenty zła tkwią w dialogu. On może nieść zarówno ocalenie, jak i zgubę – i to trzeba podkreślić – dla obu uczestników dialogu.
Zauważyć należy, że złem jest nie tylko zjawa powstająca w przestrzeni międzyludzkiej. Złem jest również ludzki wybór, w wyniku którego człowiek zgadza się na to, co zjawa oferuje. Ulegnięcie pokusie (lub groźbie) oznacza „wpuszczenie” zła do ludzkiego wnętrza. To ulegnięcie złu nie jest możliwe bez udziału, poddanego działaniu zła człowieka, bez jego akceptacji. To zło „osadza się” w człowieku i zaczyna po swojemu „zabudowywać” jego wnętrze. Autor Filozofii dramatu uważa, że człowiek w głębi ducha jest tylko sobie samemu powolny.[23] Tylko to, co sam zaakceptuje, może w nim znaleźć siedzibę. „W głębi ducha [człowiek – ZD] jest panem swych aksjologicznych uznań. Wolność określa wewnętrzność człowieka.”[24] Od momentu akceptacji zła, ono zaczyna w nim mieszkać. Czy to oznacza, że zło zawładnęło całym wnętrzem człowieka tak, że staje się on cały zły? Czy też są jakieś „obszary” od zła wolne?
Tischner nigdzie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Ale z rozważań jakie filozof prowadzi na kartach Filozofii dramatu i Sporu o istnienie człowieka można wnosić, iż uważa, że są trzy możliwe poziomy zaangażowania w zło. Określę je jako stadium odwetu[25], stadium demonizujące i stadium czystego demonizmu. W każdym z tych stadiów inna jest wewnętrzna konstrukcja zło-czyńcy i inny jest rodzaj „budowanej” przezeń wizji świata.
 
5. Przebudowa wewnętrznej przestrzeni świadomości i jej skutki
Każde ulegnięcie pokusie jest równoznaczne z daniem złu dostępu do siebie. Ale nie oznacza to jeszcze tego, że staje się ono podstawową zasadą organizującą wewnętrzną przestrzeń świadomości. 
Głębokość przemiany ludzkiego wnętrza wynika z intensywności i z głębokości otwarć na drugiego. Związane jest to z różnorodnymi sposobami objawiania się drugiemu – albo jako maska, albo jako zasłona, albo jako twarz. Całkowita przemiana ludzkiego rozumienia tego co dobre i prawdziwe może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy człowiek jest całkowicie otwarty na drugiego. To sytuacja skrajna, możliwa do stałego utrzymania tylko w przypadku człowieka heroicznych cnót – mesjasza. Taka postawa jest oczywiście dla wielu wyzwaniem i zadaniem. Ale „zwykły” człowiek rzadko potrafi jej sprostać. „Zwykły” człowiek otwiera się tylko czasami i tylko w kontakcie z kimś naprawdę bardzo bliskim. Z praktyki życiowej wiadomo, że na ludzi nowo poznanych „zwykły” człowiek nie otwiera się od razu całkowicie.[26] A w związku z tym najczęściej spotkanie z człowiekiem nie jest od razu pełnym porozumieniem. Podobnie spotkanie ze złym człowiekiem nie zawsze związane jest z pełnym otwarciem. Dlatego zdrada na tych pierwszych etapach znajomości najczęściej nie niszczy całkowicie człowieka. Najczęściej uczy „zwykłego” człowieka jeszcze większej nieufności i dystansu do innych ludzi. W rezultacie tego staje się on bardziej podejrzliwym i ostrożnym, czasami bardziej cynicznym lub skłonnym do działań w duchu pragmatyzmu niż wierności zasadom.
Człowiekowi zdarza się niejednokrotnie postępować niegodziwie, ale niewielu ludzi bycie niegodziwym czyni  zasadą swego życia. Zło, które staje się złem „zwykłego” człowieka, zmienia jego wewnętrzną przestrzeń świadomości pomniejszając jej dobro.[27] Efektem takiej sytuacji jest stan, który trafnie oddają, moim zdaniem, młodo-tischnerowskie terminy: kryzys nadziei i choroba nadziei[28]. Człowiek, którego nadzieja jest chora, z mniejszym rozmachem wybiega w przyszłość. Ale nie oznacza to jeszcze braku wszelkiej nadziei czyli „choroby na śmierć”. 
Z poczucia krzywdy wyrasta odwet. Powstaje on w człowieku, który jest przekonany o własnej niewinności i o winie złego otoczenia. Na zło zaznane najwłaściwszą odpowiedzią wydaje się zadanie zła. Ważne dla niego jest własne cierpienie i doznana krzywda. Uważa, że nie może tej krzywdy zostawić bez odpowiedzi, trzeba jakoś zareagować. „Cierpienie rodzi odwet.”[29] Poprzez odwet skrzywdzony wymierza sprawiedliwość okrutnej rzeczywistości[30]. Człowiek nie jest w tym przypadku doszczętnie zły, domaga się tylko sprawiedliwości, a nie zła dla zła. Pisze filozof: „Uwikłana w kłamstwo wolność jest sposobem istnienia dobra we mnie – dobra, które jest ‘sprawiedliwym odwetem’.”[31] W pewnym sensie odwet jest „ludzką” reakcją na zaznane zło.[32] Odwet działa według prostej reguły: „skoro ty nie jesteś szczęśliwy, nikt nie ma prawa do szczęścia.”[33] Tischner mówi w takim przypadku o logice fatum. Zło, w przeciwieństwie do dobra, nie zna łaski. Przy czym dla zadającego zło nie jest takie istotne, czy krzywdzonym jest człowiek winny czy niewinny. „Odwet wyłania się z ogólnej ‘złości na świat’ – złości, która ‘nie ma czasu’ na ustalenie różnic.”[34]
Co decyduje o tym, że zło całkowicie zawłaszcza świadomość człowieka? Dlaczego człowiek decyduje się na manichejski przewrót? Czym jest „odwaga zła”[35], o którą pyta Tischner. Paradoksalnie granicą oddzielającą stadium odwetu od stadium demonizującego nie jest waga czy wielkość wyrządzonego zła, lecz stan własnej świadomości. Póki człowiek zadaje zło w imię swoiście rozumianej sprawiedliwości, póty znajduje się w stadium odwetu. Dostrzeżenie własnego zła, czyni człowieka złym. Ale wraz z tym odkryciem pojawiają się przed człowiekiem dwie możliwości – odzyskania siebie poprzez nawrócenie oraz zagubienia siebie poprzez zatracenie się w złu.
Dając posłuch zjawie człowiek sprawia, że owo międzyludzkie zło staje się jego złem własnym. To znaczy, że gdy tylko człowiek zgodzi się na zło i je wybierze, możemy powiedzieć: stało się zło. „Zło istotne nie przychodzi do człowieka jako przemoc, lecz jako możliwość przedstawiona człowiekowi do wyboru, oparta na perswazji. Człowiek musi się zgodzić na zło, musi sam wybrać zło. Dopiero gdy to uczyni, można powiedzieć: stało się zło.”[36] Zdrada drugiego człowieka może stać się takim wydarzeniem przełomowym. Wydarzeniem uprzytamniającym ogrom własnego zła.
Zło niszczy dobro „zamieszkujące” wewnętrzną przestrzeń świadomości. Brak dobra to więcej niż „dziura”, którą  można by w jakiś sposób zalepić. To pustka, która zieje otchłanią. Dobro nadaje sens byciu[37]. Brak dobra oznacza brak podstaw dla nadziei. Bez nadziei nie ma po co żyć. Ten fakt ilustruje Tischner fragmentami listu Nieznajomej, w którym zdaje ona relację z tego jak zło, które czyniła, zabijało w niej dobro. Zabiło w niej jej dobro stanowiące o sensie jej życia. Tę sytuację wydobywają na wierzch słowa jej męża: „Jesteś nikim, (...) nie ma cię.”[38] Można powiedzieć, że wyrządzane zło nicestwi ją agatologicznie. Ta świadomość wywołuje rozpacz. „Rozpacz jest stanem duszy złoczyńcy, który rozpoznaje coraz lepiej, że należy do ‘masy potępieńców’.”[39] Nieznajoma agatologicznie jest trupem, ale biologicznie żyje. Powinna nie być, a jednak jest. Ból tej sprzeczności rozdziera duszę, dociera do jej najodleglejszych krańców, a bywa, że objawia się także poprzez fizyczny ból. Ten stan, autor Sporu o istnienie człowieka, za Sørenem Kierkegaardem, określa terminem „choroba na śmierć”. Horyzont manichejski otwiera się przed człowiekiem jako pewna możliwość. Człowiek może stanąć na krawędzi i od jego decyzji zależy czy da się weń wciągnąć, czy mimo wszystko będzie próbował odzyskać o swoją nadzieję[40]. Gdy zaakceptuje zło stanie się zły. Bo zło istnieje tylko istnieniem człowieka. I dopiero w tym przypadku można powiedzieć, że zło nie jest czymś dodanym, przygodnym, lecz zaczyna stanowić sam rdzeń człowieka[41], który je wybrał. Wówczas zło zawłaszcza ludzkie wnętrze, a wtedy zabójstwo staje się zabójcą, złodziejstwo złodziejem, a kłamstwo kłamcą. „Zło istnieje istnieniem człowieka, określa wprost jego substancję.”[42] Tischner mówi w tym przypadku o „ontologicznej świadomości zła”[43]. Zło teraz ma decydować o kształcie i charakterze zadawanych człowiekowi do realizacji wartości. Według Tischnera bowiem: „Zło, zanim znajdzie się w naszym czynie, staje za naszymi plecami, przenika do wewnątrz, włazi w nasze oczy i uszy, przenika nasz smak i dotyk, określa wrażliwość na świat, budzi pragnienia i lęki, narzuca odpowiednie formy rozumowi i zamyka go w pozornych oczywistościach.”[44]
Tischner uważa, że rozpacz prowadzi do jednego z dwóch sposobów bycia w złym. Określę je jako rozpacz aktywną (zwaną przez filozofa po prostu rozpaczą) i rozpacz pasywną, zwaną beznadzieją. Obie postawy są trochę do siebie podobne – są odzwierciedleniem świadomości zła, które zagarnia głębię osoby.[45] Człowiek uważa, że nie jest wart życia, bo jest zły. Ale w beznadziei zachowuje się pasywnie (swój los traktuje jako karę). Wszystko co mógłby zrobić (nawet popełniając samobójstwo), może się obrócić przeciwko niemu – więc lepiej zachować się biernie i przyglądać się sobie. „Stać się rzeczą”[46] – oto cel. W rozpaczy natomiast na świadomości zła (ja jestem zły) nabudowuje się nienawiść. Gdy człowiek odkrywa, że to, co do tej pory czynił, było złe, że dotąd poświęcał się na marne i nie potrafi, i nie może być dobry. Zakpiono z niego, kazano wierzyć w fałszywe prawdy. To wywołuje cierpienie, które paraliżuje człowieka. Wówczas przychodzi do niego rozpacz. Ona staje się jego oddechem. Na tym paraliżującym bólu może wyrosnąć, choć nie musi[47], przekonanie co do potęgi i nieuchronności zła. Zło „jest naprawdę”, a dobro istnieje tylko po to, by stać się żertwą dla zła. Rzeczywistość jest dana po to, by zło mogło ogłosić swe zwycięstwo nad dobrem. To odkrycie otwiera przed człowiekiem manichejską wizję rzeczywistości. Ma tu miejsce radykalne odwrócenie sensu wiążącego dobro i zło[48]. Podstawową relacją nie jest tu już wzajemność lecz nienawiść. Ona jest racją samą w sobie, nie potrzebuje innych uzasadnień. Nienawidzący nienawidzą, bo: „trzeba nienawidzić.”[49] Tu zły człowiek zadaje zło nie w akcie sprawiedliwości za doznaną krzywdę, lecz dlatego, że tak trzeba, dla samego zła. Uważa bowiem, że takie jest prawo rzeczywistości. Nienawiść to moc dążąca do pochłonięcia, do wessania w swoje sidła. „Nienawiść wciąga”[50] czerpiąc z tego swoistą radość i uznanie. Zatem tu złość i zdrada są wyrazem tej najbardziej podstawowej prawdy. W oparciu o te ustalenia Tischner próbuje zdefiniować czym jest piekło: „piekło – miejsce, gdzie ludzie są najbliżej i zarazem najdalej od siebie. Najbardziej, bo mogą się dotknąć; i najdalej, bo nie mogą się spotkać.”[51] W świecie zdrady obowiązuje zasada: „Zdradzajmy dla samej ‘prawdy’, jaka tkwi w zdradzie.”[52] Przykładem realizacji zasady manichejskiego porządku rzeczywistości jest dla Tischnera świat dwudziestowiecznych obozów koncentracyjnych i łagrów.[53] W takim świecie życie więźniów jest cenne tylko o tyle, o ile realizuje idee swoich prześladowców. A ich praca, w myśl zaleceń ciemiężycieli, przybliża ich zgubę.
Nienawiść dobra jest zasadą działania demona. Ale człowiek, zdaniem Tischnera, nie staje się nigdy w pełni demonem. Co najwyżej w jego działaniach może przejawiać się demoniczność. Demon nie ma poczucia krzywdy. Wybór zła jest jego wolnym wyborem. Nienawiść dobra jest siłą motoryczną jego aktywności. Pisze Tischner: „Zasadą jego [demona – ZD] działania jest czysta nienawiść dobra. Demon nie nosi w sobie świadomości krzywdy. Sam wybrał swój los. Jego zadaniem jest mówienie ‘nie’ wszystkiemu, co ma na sobie ślad jakiegokolwiek ‘tak’.”[54] Co do człowieka, to filozof nie wierzy w całkowite jego zatracenie. Dla człowieka manichejska przestrzeń nigdy nie jest „doskonała”. W człowieku, nawet w tym, który wydawałoby się, w pełni oddany jest złu, tli się, gdzieś w głębinach ducha, świadomość krzywdy, która doprowadziła go do demonizmu. W swych działaniach powoduje się nienawiścią do dobra, nienawidzi go, bo nie stało się dobrem dla niego. Nie jest to zatem nienawiść czysta. Zdaniem filozofa, w człowieku jest zawsze jakaś niezniszczalna cząstka dobra będąca śladem Dobra pełnego. Symbolicznie wyraża ją ponawiany płacz anioła. Dla Tischnera: „płacz anioła to coś więcej niż tylko płacz. Płacz ów jest wyrazem innego porządku, niż porządek zdrady i zła. Nie ma on wspólnych płaszczyzn ze złem. Jest zupełnie inny. Dlatego jest dla zła nietykalny. Istnieje jako światło, jako chwała, jako czysta przestrzeń nadziei.”[55] [FD 213] Zdaniem autora Sporu o istnienie człowieka, zawsze zostaje jakaś cząstka, jakaś wolność: „która może nie chcieć i nie móc.”[56]
 
6. „Owocowanie” zła
Zło nie zamyka się w sobie lecz dąży do rozprzestrzeniania się. Podobnie bowiem jak dobro, jest dynamiczne i ekspansywne. Jego głównym celem jest zmiana systemu zawierzeń tego, w kogo uderza. Zły człowiek – to jest taki, którego wnętrze jest przez zło porażone – zło rozsiewa. Dokonuje tego w różnych aktach. Tischner uważa, że: „uczynek to szczyt góry lodowej, której właściwa część jest ukryta pod wodą.”[57], ale mimo wszystko uważam, że jest to jednak część znacząca i dlatego warto ją przedstawić. Zło, którego autorem jest człowiek będę określał jako zło zadawane.
Dla człowieka konkretnym motywem wprowadzania zła w świat może być zarówno odwet za doznane zło, jak i chęć obwieszczenia „prawdy” o tym, że wszystko istnieje istnieniem zdradzonym. Zło na świecie pojawia się na kilka sposobów. Może się to dziać poprzez grożenie, kuszenie, pożądanie, niszczenie i zdradę.
 Wszystkie te rodzaje zła, mniej lub bardziej szczegółowo, już omawiałem, dlatego teraz przybliżę tylko pożądanie.
Tischner w człowieku odnajduje pierwotną tęsknotę za światem przyjaznym i bliskim. Za sytuacją życia w pełni przyjaźni i zrozumienia z otoczeniem, czyli za stanem, który był doświadczany przez pierwszych rodziców, a nam, jako ich potomstwu, na skutek grzechu pierworodnego, został odmówiony. Źródła tęsknoty odnajduje Tischner na dnie duszy człowieka. Stąd czerpie ona swój sens i siłę. O tę tęsknotę zaczepia się pokusa. Jej podstawowym celem działania jest wykazanie kuszonemu, iż to czego mu odmówiono i zabroniono, należy mu się i może być mu dane. Pokusa chce rozbudzić tęsknotę za bliskością ze światem. Dlatego podsyca ból niepełności i oddzielenia. Ostatecznym efektem jej zabiegów powinna stać się przemiana tęsknoty w pożądanie świata. 
Autor Filozofii dramatu pisze, że pomimo trudności, a nawet tragizmu, człowiek gospodaruje na ziemi siłą nadziei. To ona sprawia, że pokusa świata nie przekształca się w pożądanie. Im nadzieja jest większa, tym łatwiej pokonywać problemy i przezwyciężać bóle. Umacnia się też i hartuje ludzka odporność na zawirowania losu. „Siła nadziei na tym polega, że ogarnia każdy bunt ziemi, przemieniając sens ziemi obiecanej w sens ziemi jako obietnicy.”[58]
Więź człowieka ze światem może mieć różny charakter. Ten najbardziej pożądany rodzaj relacji człowieka do świata filozof określa jako gospodarowanie. Gospodarując człowiek przywiązuje się do ziemi. Z nią wiąże swoje plany i nadzieje. W wyniku gospodarowania zostaje pobudowana i ustanowiona duchowo – materialna przestrzeń świata, którą Tischner określa jako: „ludzki świat otoczenia”[59]. Siła nadziei sprawia, że człowiekowi wydaje się, iż ten oswojony przez niego kawałek świata staje się jego ziemią obiecaną. Na tej ludzkiej ziemi panuje, według Tischnera, ład ogniskujący się wokół czterech omawianych już miejsc: domu, warsztatu pracy, świątyni i cmentarza.
Gdy dramat życia tak się toczy, że siła nadziei ulega osłabieniu, wówczas rodzi się podejrzenie, iż ziemia przestaje sprzyjać. Wkrada się lęk i chęć ucieczki. Ale od ziemi nie można uciec. Dlatego, zdaniem Tischnera, należy podjąć walkę. Przywiązanie porażone lękiem przemienia się w pożądanie – czyli zaślepione dążenie do czegoś, parcie bez namysłu, bez jakiegoś elementarnego rozeznania do tego, co ten głód mogłoby zaspokoić. Można je też opisać jako bezrozumne dążenie do podporządkowania i uzależnienia od siebie wszystkiego.
Człowiek tęskni za bliskością ze światem i z ludźmi. Opis spełnienia tej tęsknoty odnaleźć można w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Po wygnaniu z raju taka bliskość jest już niemożliwa. Człowiek żyje jeszcze jakąś nadzieją. Dzięki niej pokonuje przeciwności losu i dzięki niej gospodaruje na ziemi. Natomiast w człowieku dotkniętym złem nadzieja słabnie, budzi się lęk. Wszystkie sygnały płynące ze świata interpretuje on jako symbole obcości świata i człowieka. Lęk wynikający z tego, że człowiek znalazł się na ziemi odmówionej i pragnienie ziemi obiecanej, choć niedostępnej, rodzi „pokusę świata”. Pisze Tischner: „Pokusa (...) wzmaga ból nienasycenia.”[60] A skoro rzeczywistość nie chce być człowiekowi przyjazna dobrowolnie, wobec tego należy ją do tego zmusić. Tak zdaniem Tischnera rodzi się pożądanie, czyli „życie czymś” przesycone strachem.
Człowiek zdradzony wie, że sam musi zapewnić sobie to, co jest mu potrzebne, nikomu ani niczemu nie ufa. Podejmuje więc działania, które pozwolą mu nad rzeczywistością zapanować. Użycie siły i podstępu to najskuteczniejsze sposoby osiągnięcia celu. Według niego prawo de facto jest prawem siły: „Granice siły są granicami prawa.”[61] Pożądanie staje więc w opozycji do idei gospodarowania. Użycie siły zmienia relacje człowieka do ziemi, ignoruje jej naturę. Efektem tego jest przemiana charakteru podstawowych miejsc, wokół których ogniskują się sprawy człowieka na ziemi, to jest domu, warsztatu pracy, świątyni i cmentarza.
 Człowiek buduje dom by mieć gdzie się ukryć. Dąży do odizolowania się od świata wznosząc płoty, mury i kopiąc fosy. Budowany dom okazuje się nie domem lecz warownią, która ma za zadanie chronić swoich i straszyć swą potęgą okolicznych mieszkańców. Wzajemności zostaje tu wyparta przez lęk i podejrzliwość.
Na obcej ziemi praca staje się walką. Takiej ziemi się nie rozumie, przeto nie można jej przypisać żadnej natury i dlatego można ją poddana każdej obróbce. Warsztat pracy zamiast być miejscem wydobywania z natury tego co najlepsze, staje się miejscem ujarzmiania świata. Człowiek wchodzi w próbę sił z ziemią. Praca na niej staje się katorgą. Pożądany efekt – zwycięstwo, wymaga zjednoczenia wszystkich we wspólnym wysiłku. W takiej sytuacji może rozpocząć się walka o przywództwo, o to by podporządkować swej woli wszystkich dotychczasowych współpracowników.
Do walki człowiek potrzebuje nadnaturalnych mocy, które według niego są w świątyni, i które można wykorzystać w walce. Obolały człowiek przychodzi do świątyni i domaga się sprawiedliwości za swoje krzywdy. Prosi Boga o siły do walki. Tu nie może już być miejsca na spotkanie – odwet wszak ma być surowej aktem sprawiedliwości.
Cmentarz okazuje się miejscem nieprzejęcia, a co za tym idzie zerwania ciągłości tradycji w imię swoiście rozumianego postępu. Dlatego odrzuca się i lekceważy tradycje przodków. Pogardza się nimi. A ci ukazują się jako zjawy. Stąd cmentarz to miejsce zjaw, które straszą współczesnych, które szydzą i jednocześnie oskarżają.
 
[1] Bardziej szczegółowo o ewolucji poglądów Tischnera na temat człowieka piszę w pracy zatytułowanej: Dwugłos o złu. Ze studiów nad myślą Józefa Tischnera i Leszka Kołakowskiego, Gdańsk 2009
[2] „Człowiek dzielny to taki człowiek, który potrafi zarówno swoim wyborem, jak późniejszymi aktami realizacji ‘utrafić’ w wartość najbardziej właściwą spośród tych, jakich domaga się dana sytuacja.” [Józef Tischner, Myślenie wobec wartości, Kraków 1982, s.379]
[3] Józef Tischner, Między pytaniem a odpowiedzią [w:] Studia Filozoficzne 1983, nr5-6 (210-211), s.120
[4] Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.472
[5] Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.491
[6] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.18-19
[7] „Znamienne jest to polskie ’trzeba’. Wczujmy się w jego moc. Skąd ona się bierze? Czyż moc ta nie jest mocą wołania, które kieruje ku mnie drugi człowiek, gdy tylko znajdzie się w jakiejś mniejszej lub większej próbie życiowej? Czyż nie jest wezwaniem do tego, abym go w tej próbie nie opuszczał? To ‘trzeba’ ustawia mnie wobec całego świata i wobec mnie samego tak, jak nic innego mnie nie ‘ustawia’. Budzi we mnie poczucie powinności. Dopiero teraz wiem, co to naprawdę znaczy ‘odpowiedzialność’.” [Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.366] 
[8] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.119
[9] Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.494
[10] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.27
[11] Rzeczy mogą się pojawić i stać się zrozumiałe dzięki przysługującym im sensom. Sens leży u podstaw mojego (ludzkiego) sposobu rozumienia rzeczy i innych ludzi. Czym jest światło dla oka, tym dla rozumu jest sens rzeczy. Według Tischnera podstawowym źródłem sensu jest spotkanie.
[12] Według Tischnera możliwe jest też wzajemne spotkanie człowieka i Boga. Stoi ono u podstaw religii. Filozof pisze o tym w następujący sposób: „Religia nie polega już na wzniosłym uczuciu zachwytu, który unosi człowieka ku niebu, ani na racjonalnej spekulacji o najwyższym z bytów, ale na poczuciu odpowiedzialności za odpowiedź, jaką zapytany i wezwany winien dać pytającemu i wzywającemu.” [Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.79]
[13] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.186
[14] Więcej na ten temat w: Zbyszek Dymarski, Wstęp do filozofii solidarności Józefa Tischnera [w:] Filozofia w szkole, Bronisław Burlikowski, Wojciech Rechlewicz [red.], Kielce 2004, s.155-168
[15] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.152
[16] Hannah Arendt, Eichmann w Jerozolimie, tłum. Adam Szostkiewicz, Kraków 1987
[17] Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.450
[18] Tischner uważa, że dla każdego chrześcijanina tą podstawową wiernością jest wierność Jezusowi Chrystusowi – temu, który własnym życiem i śmiercią dał świadectwo prawdzie, której nauczał.
[19] „W idei obiektywizmu jest ukryty wymiar dialogiczny. Dopiero jako konsekwencja wymiaru dialogicznego pojawia się wymiar ściśle obiektywny.” [Józef Tischner, Między pytaniem a odpowiedzią [w:] Studia Filozoficzne 1983, nr5-6 (210-211), s.116]
[20] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.206
[21] „Zło w sensie podstawowym, zło zasadnicze, zło dialogiczne – przejawia się więc jako zdrada.” [Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.205]
[22] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.247
[23] Pisząc o złu zagnieżdżającym się w człowieku Tischner powołuje się na Augustyna, który pisał o „nieczystościach duszy”, które zasłaniają ją przed nią samą: „Cóż bowiem jest bardziej w duszy niż sama dusza? Ale przecież jest ona w rzeczach, o których się myśli z miłością – w rzeczach zmysłowych, to jest cielesnych, bo z nimi zżyła się przez miłość – przeto nie może już być sama w sobie bez wyobrażeń zmysłowych. Początkiem jej poniżającego błędu jest jej niezdolność do oderwania się od zmysłowych obrazów w patrzeniu na samą siebie. Dziwnie do niej przylgnęły wskutek związania się z nimi miłością. Na tym też polega nieczystość duszy, że kiedy stara się nad sobą zapanować, wydaje się jej, że sama jest tym, bez czego nie może o sobie myśleć.” [cytat za: Józef Tischner, W krainie schorowanej wyobraźni, Kraków 1997, s.264]
[24] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.177
[25] Aby zaprowadzić pewien porządek w tischnerowej koncepcji zła, będę terminu „odwet” używał tylko do określenia sposobu działania zła w reakcji na zło zadane, uznając słownikowe znaczenie tego słowa, jako wiążące. Słownik języka polskiego podaje, że odwet to: „odwzajemnianie złem na zło”. Tischner o odwecie mówi i w przypadku działalności zła w stadium odwetu i w stadium demonizującym, co wydaje mi się niekonsekwencją w świetle dalszych wywodów.  
[26] Mówiąc językiem Tischnera, nie pokazujemy nagiej twarzy, lecz twarz częściowo zasłoniętą.
[27] Odwołując się do modelu przestrzennego można mówić o osłabianiu jej konstrukcji, albo o jej kurczeniu się. Albo można ująć sytuację jeszcze inaczej – jeśli odwołać się do metaforyki jasności i ciemności, to można powiedzieć, iż przestrzeń staje się bardziej ciemna, staje się bardziej szara i bura.
[28] Opis człowieka z Filozofii dramatu można uzupełnić o kategorię „nadziei”, tak interesująco rozwijaną przez Tischnera w jego pierwszych filozoficznych pracach. Pisał tam na temat sytuacji człowieka w następujący sposób: „nasz współczesny człowiek wkroczył w okres głębokiego kryzysu nadziei. Kryzys nadziei jest kryzysem podstaw.” [Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.10] 
[29] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.55
[30] „Odwet ma dwa aspekty: pasywny i aktywny. Pasywną stronę odwetu wypełnia świadomość krzywdy – ból świadomości skrzywdzonej. Skrzywdzony człowiek jest przeświadczony, że coś zostało w nim zniszczone. Nie pozostaje bierny. Na zniszczenie, jakie go dotknęło, odpowiada bezpośrednio – zniszczeniem innego lub pośrednio – zniszczeniem jego własności.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.96]
[31] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.308
[32] „Do odwetu jest zdolna wyłącznie istota cielesna.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.96]
[33] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.96
[34] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.98
[35] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.54
[36] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.205
[37] „Osoba poszukuje sensu swego istnienia w dobru, które może stać się jej dobrem.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.168]
[38] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.340
[39] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.148
[40] Ale zdaniem Tischnera, człowiek sam nie jest w stanie tego dokonać. Potrzebuje łaski, potrzebuje drugiego, który poda mu dłoń i potrzebuje jeszcze siły, by tej wyciągniętej dłoni nie odtrącić: „łaska nie jest przeciwieństwem wolności, lecz jej warunkiem.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.132]
[41] Sposób zawłaszczania człowieka przez zło, Tischner opisuje w następujący sposób: „Popełniamy błąd, wyobrażając sobie, że zło jest podobne do farby, która z zewnątrz zabarwia postać człowieka. (...) Zło jest w wykonawcach. [podkreślenie – ZD] Barbarzyńca niesie ogień, który niszczy domy. Morderca niszczy życie. Pożądający bezgranicznie bogactw niszczy naturę. Zemsta czyni spustoszenie w świątyniach, profanuje cmentarze. Zdrajca niszczy każdą ku niemu skierowana miłość. W nich wszystkich jest zło.” [Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.211]
[42] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.211
[43] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.190
[44] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.17
[45] Pisze Tischner: „Rozpacz ogarnia człowieka znacznie głębiej i obejmuje swoim zasięgiem znacznie więcej niż wątpienie. Rozpacz odzwierciedla bowiem stan całej osobowości, a wątpienie jedynie stan myślenia.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.281] 
[46] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.241
[47] Decydujące jest tu spotkanie z drugim, to czy on chce i potrafi pomóc cierpiącemu. Bowiem: „ze stanu potępienia – przez Boga i bliźnich – samemu wyjść nie można. Musi pojawić się Inny, który ‘uwolni z cierni zabłąkaną owcę’.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.190] 
[48] Trzeba dodać, że takie odwrócenie może mieć miejsce tylko na obszarze ludzkiego bytu. Pisał Tischner, że: „człowiek uczasawia czas. Jest on jedyną na świecie istotą, która może ‘zrobić coś ze swoim czasem’.” [Józef Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 1982, s.130 – 131]
[49] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.214
[50] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.214
[51] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.60
[52] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.15
[53] „Koncentracyjny obóz śmierci stał się w naszym stuleciu szczególnym miejscem obecności zła dziejowego oraz przejawem zła metafizycznego.” [Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.39]
[54] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.96
[55] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.213
[56] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.191
[57] Józef Tischner, Spór o istnienie człowieka, Kraków 1998, s.18
[58] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.194
[59] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.179
[60] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.204
[61] Józef Tischner, Filozofia dramatu, Paryż 1990, s.195



Polecamy również

Praca nad ludzką nadzieją Wojciech Bonowicz
Od Boga filozofów do obecności Boga Jan Andrzej Kłoczowski OP
Europa po góralsku Łukasz Tischner
Solidarność dziś Antoni Szwed
Fundacja IMJT Fundacja IMJT
Dofinansowano ze środków Programu Archiwistyka Społeczna.
Fundacja IMJT
strony internetowe Webstar & PelcIT